odra.okis.pl
 
> Pocztówki literackie > Wiersze wybrane w grudniu 2007 >
Wiersze wybrane w grudniu 2007
Artur Ruman


(A przecie? d?o?, która spocz??a na grudkach ziemi
wci?? przypomina twoj? skór? owocn? dreszczem
gdy przetacza?em po niej przyspieszony oddech.)



Zza horyzontu jak zza j?zyka dobywa? si? j?k
jakby nic nie mia?o Ju? w?asnej nazwy. Wiatr?



(Pyta?y ptaki nie utrzymuj?ce si? na powietrzu.
Sam chcia?em zaczerpn?? pe?n? piersi? a? poczu?em opór
i zastyg?em z ziemi? za paznokciami, pustk? w ustach.)



Alfabet u-korzenia.




stourmouth, 22.VIII.2007r.








OSTRZE



Klaudii




Wracamy z „Chatki Akt” ukrytej g??boko w lasach
gdzie zostawili?my Jacka i jego kobiet?
teraz pewnie wyja?niaj?cych sobie powody
rannej k?ótni przy ?niadaniu. Dawno nie pieszczeni
pr?dem, wod? i niczym z tzw. spraw bie??cych
nie jeste?my Ju? razem, cho? razem si? znajdujemy.
Wiadomym jest, ?e co chwil? dochodzi do spi??
bo do?? ma nas ?wiat nazw, a my tego ?wiata
w którym mowa nie powinna mie? miejsca.
Zastanawiam si?, co ona my?li o mnie, gdy tak patrzy
jak id? tu? przed. Mo?e po prostu przegl?da si? w ostrzu?
Je?li tak, to my?li tnie na s?owa za no?ami rz?s.




pod ?nie?k?, lipiec 2007r.



KILKA S?ÓW W SPRAWIE PRACY




1.
Pisz? na przemian z czytaniem. Pod ?ywop?otem
przez który zakrada si? wiatr i strony
których nie przerzucam sam – przerzuca za mnie. (26.VIII.2007r.)



2.
Pisz?, ale co to za robota. Chuj
nie robota. Ja potrzebuj? ?opaty
i kilku ton piachu
do przerzucenia.



3.
Pisz?, cho? powinienem by? teraz w pracy.
Ale je?li nie pracuj?, to przynajmniej pisz?
uczciwie.




wakacje, 2007r.





?CIEMA




Próbuj? zasn??. Otwieram oczy na ?cian?
której nie odró?niam od ciemno?ci. Problem
zaraz znika, gdy je zamykam, ale tak?
Nie wiem. Wpatruj? si? w ?cian?, czy w ciemno???




stourmouth, godz. 1.41, 28.VIII.2007r.





PRZEJ?CIE




Akurat, gdy si? odwraca?em
czarny kot przebiega? drog?
która dopiero sz?a pode mn?.



A wi?c przekre?la przesz?o??
przebieg?y przez to, co zasz?o
i na?wietla punkt, gdzie jestem



zielony na czerwonym ?wietle.




lipiec, sierpie? 2007r.



EMPATIA




Id?c ulic? mijam faceta. Trup
w ?ywym ciele. Nie ?ywiciel a cielec
co niczym nikt samym tym si? karmi.



(Rano w lustrze widuj? twarz)



Pami?? odbicia raptem czyni go kim?
bo nie chc? by? nikim podobnym
niczemu i karmi?c si? tym samym



zdycha? z g?odu.




canterbury, VIII.2006r.







ROZBITEK




od trzech miesi?cy twarz? w twarz
z moim blokiem ?pi cz?owiek
w stercie szmat le?nej wn?ce
w któr? mam wgl?d przez lornetk?
za pó?no na poduszk? i ko?derk?
my?l? sobie tak patrz?c
na ten zmechacony materia?




pa?dziernik, 2007r.






WI?ZI




Na ulicy poros?ej rudawym kasztanem
szw?daj? si? starzy ludzie. Dobywaj?ce si? resztki
s?ów g?osem w?t?ym jak nitki w?osów.



Id?c o kulach stukaj? do nieba. ?ami? nogi
na ga??ziach ?ciel?cych chodnik. Karmi? si?
dokarmianiem go??bi, co jak s?py szarpi? cia?o



Chrystusa. Zaczynam si? modli?, zreszt? zastanawia?
co ich trzyma, czy wi?zi i czy wi?? mo?e by? uwi?zi?
te?. Mieszkam tu z kobiet?. ??czy nas Mi?o??.




wroc?aw, X.2006r.






NA WYDECHU




Dzi? cicha noc, cho? rycz? latawice
silników. Gór? idzie zebra chmur.
Pomi?dzy jej bia?ymi ?ebrami
bije ksi??yc i t?tni? konstelacje.



My?l? o tym, ?e nasze noce zdech?y.
?mier? to j?zyk, co wisi bez s?owa.
To po nim jak po rynnie ?ciekaj?
stró?ki krwi z t? wiar? w horyzont



?e z ran tych wstanie nowy dzie?.




stourmouth, daleko, 21.VIII.2006r.





PORANNY




Od kilku dni nie podnosi? powieki.
Wygl?daj?c czu?em jakby wstyd
by?o na mnie patrze?. Dojrzewa?em
jak z k?cika (ust, oka) s?czy si? ropa.
Podejrzewa?em, ?e krew opada?a
coraz to wy?ej i wy?ej w obiegu.



Wczesnym rankiem podnios?em si? ze snu.
Mg?y i chmury odesz?y pos?usznie
pod naporem s?o?ca jak powieki chorego.
Ods?ania? si? w?a?ciwy kolor krwi
z b??kitu której zmartwychwsta? ?wiat
a ja wci?? w nim – porannym – upatruj? ran.




stourmouth, 25.VIII.2007r.



PESTKA




1. Przypu??my byt. Sta?o si? i stoi. I nale?y si?
jeszcze. Stop? si?ga g??boko i nie boi si?
podgryzania, cho? popod tak?e kwitnie ?ycie.
Zgnicie
ukorzenia.



2. Niech owocowy sad stanowi tu okoliczno??
?agodz?c? zamartwic? t?sknoty.
Tak bardzo wdar?a si? w ?wiadomo??
?e zakopa?em w ziemi. I tu ci? mam? Brakuje mi Ju?
siebie.



3. Zobaczy?em czerwon? plamk? na li?ciu.
Nie z jego, a z moich ?y? pije ta krew.
Uk?ucie znajduj? na palcu, co wskazuje
na ciebie –
?ycie moje?



4. Kurwa, z babami. Rw? z grubsza
jak owoce te, co rzucaj? si? w oczy. Cho? oczywi?cie
wisz? mi wszystkie. Tob? nauczy?em si?
odrzuca? bogactwo wyborów, przyj?wszy ascez?
wyrobu.



5. Je?li? ciekawa, to ma?o u mnie s?ycha?
prócz ciebie – ?liwko. To pestka
zostawia? tobie mi??sz owocu, czyli s?ysze?
co najwy?ej swojskie echo okresu
prenatalnego.



6. Jeste? zabezpieczona? Przecie? zawsze by?a?
zakonnic? gotow? kocha? si? ze mn? po bo?emu.
W tym sensie jestem ksi?dzem, gdy wchodz?
do twego ko?cio?a bez pozwolenia na
zap?odnienie.



7. Czy to nie rodzaj fanatycznej religii? ?e nienawidz?
tej reszty, która w?azi do ciebie z butami i
pluje na o?tarz? Chc? by? jedynym
wyznawc?, a je?li nie, to jedynym
uznawanym.



8. Sposobem mojego my?lenia o tobie jest to
co nie pozwala my?le?
o twoim ?onie. ?e niby to centrum cia?a jak my?leli ci
których w imi? pana winno si?
kastrowa?.



9. Ja natomiast sposobi?bym si? do w?drówek
po ??kach i miedzach zielonych, i granice obchodzi?
jak ?wi?ta, obrysowuj?c je palcem jakby
dziel?c ?wiat na ciebie i
?wiat.



10. Halo? Jak mnie widzisz, robaczyno dr???ca jamki
w owocu? Czy? nazwana? Je?li tak, to czy ca?a?
I co ci do czego, prócz toczenia tunelików
dla skromnych potrzeb owadziego
cia?a?



11. Czy tobie ziemia tak?e jest kul? u nogi i
ma robaczywy punkt widzenia na sprawy?
Nie gor?czkuj si? tak - niezale?nie od tego
z jakim zapa?em si? budzimy i tak zasypiamy
gruszki w popiele.



12. Tymczasem s?o?ce zachodzi Ju? z ty?u g?owy. Chmury
k??bi? si? niepostrze?enie i nie mog? nic
z tym zrobi?. Na tobie, pognoju
wierci si? wy?sza instancja robactwa, sk?adaj?c do druku
te epitafia.




grudzie?, 2006r.









Grzegorz Kwiatkowski






w y b r a n i




z nadmiaru mi?o?ci rysuj? w zeszytach wielkie genitalia
widzia?em jednego z wybranych :
zdrowi rówie?nicy napluli mu na twarz
ale on si? ?mia? i atakowa? mi?o?ci?
zawstydzeni oprawcy znikneli za rogiem



o wielka Armio chorych na zespó? Downa
niech b?d? b?ogos?awione kwiaty w lufach waszych karabinów
o wielka Armio chorych na zespó? Downa
niech bed? b?ogos?awione spodnie opi?te od stercz?cych organów
o wielka Armio chorych na zespó? Downa
niech b?dzie b?ogos?awiony wasz ?miech który za?wiadcza
o zwyci?stwie duszy nad zdeformowanym cia?em






d u c h o w n y



to wielkie szcz??cie by? duchownym
na wycieczce górskiej w Alpach



to wielkie nieszcz??cie
na swej drodze spotka? ?niad? ch?opk?
z du?ym dekoltem
która kl?ka
i wida? jeszcze wi?cej i wi?cej



min?? wie?niaczk? !
zej?? do miasteczka !
usi??? w przyparafialnym ogródku
popija? zimny porter
i dyskutowa?
o ?ywotach ?wi?tych



?ciemnia si?
wie?niaczka
przewróci?a si? na drugi bok






z d e t r o n i z o w a n y



widywano go na lotniskach
i na placach jego imienia



teraz zdetronizowany tyran
uczy musztry w swoim domu



Franciszku i ty Julio
na moj? komend? :
baczno??



Franek nie odrywa wzroku od telewizora
Julia nie przestaje uk?ada? pasjansa



ko?ska mucha przysiad?a na szybie
i wpatruje si? w tyrana



ona ju? wie







?wiat?o zast?pcze



To oczywiste
?e nale?a?oby pisa? o kamieniu drzewie
Kszta?cie domu albo twarzy swej matki



Kiedy w wierszach czytacie
O Mi?oszu Pollocku Rimbaudzie i Kafce
Wiedzcie ?e autor odwiedza? solarium literackie



Napisy na solarium g?osz? :
"?wiat?o zast?pcze dla wszystkich"
"Szczególnie pomocne artystom czyli niekochanym"



S?o?ce przes?oni?a drukarska farba
Spacery zast?pi?y opisy krajobrazu
Mi?o?? zamieni?a si? w tanie romanse



To oczywiste





w y z n a n i e



13 maja 2002 roku w Budapeszcie twarz napotkanej kobiety
która sprawi?a ?e moje serce stan??o na dwie sekundy
a moje m?ode usta po raz pierwszy wypowiedzia?y s?owo: mi?o??



10 lipca 2004 roku w Szteklinie na ?ódce blisko linii brzegu
wpatrywa?em si? w wysokie brzozy a moje usta powiedzia?y :
nie przystraja si? brzóz i nie zmienia upierzenia le?nych ptaków
6 lutego 2007 roku w Gda?sku na dachu wie?owca
wpatruj?c si? w betonowe miasto moje zmarzni?te usta wyrzek?y :
nawet w my?lach nie naprawia si? miasta swojego dzieci?stwa



12 sierpnia 2007 roku w Rzymie na niedzielnej liturgii
widz?c ksi?dza ?apczywie patrz?cego na zakonnice
a potem wpatruj?c si? w przepych ?wi?tyni
moje usta po cichu wyrzek?y :
darowanemu Bogu nie zagl?da si? w z?by








powód?



kiedy? by?e? p?on?c? stodo??
a teraz kontemplujesz fioletowy p?omie? kuchenki gazowej
ale co? w Tobie mówi: zbuntuj si? jak rzeka w okresie powodzi



rzeka w okresie powodzi mówi : zdemitologizuj koryto
zdemitologizuj ?rodek



rzeka w Tobie w okresie powodzi mówi :
czcij bycie dworcowym ?ulem puszczalsk? kurw?
ascet? zakonnikiem albo politykiem
który zostawia za sob? krwawe ?lady stóp



rzeka w Tobie w okresie powodzi mówi :
zdemitologizuj ?rodek i i wyrusz na pó?noc
rzeka w Tobie w okresie powodzi mówi :
zdemitologizuj ?rodek i wyrusz na po?udnie






o odrze
kronika pocztówki literackie prenumerata lista mailingowa
archiwa 1996-8